O Bohaterach

wtorek, 8 października 2013

Odcinek 1

Była prawie północ... siedziałam sobie na parapecie przy otwartym oknie i w myśli biadoliłam nad swoim życiem... Muszę stwierdzić, że byłam w tym całkiem niezła. Przez myśl migła mi pewna ważna sprawa - NO TAK! Jutro ten nieszczęsny piknik dla dzieci niepełnosprawnych...
Kolejny rozdział do napisania Książki "Moje obciachowe życie". Od 5 lat moja rodzina aktywnie bierze udział w zbiórkach i różnorodych
charytatywnych duperelach tak więc ludzie niestety kojarzą moją nędzną osobę... Parę osób mnie podziwia a większość się nabija....Tym drugim się nie dziwię... no ale nie będe sprawiać przykrości mamie i wesprę ją w tym projekcie bo w sumie to była jej koncepcja. Nagle do pokoju weszła moja rodzicielka.

- Caro, jeszcze nie śpisz? Przecież jutro musisz być przygotowana na Narodowy Piknik Charytatywny
- Oj mamo, wiem wiem, przecież nie pierwszy i nie ostatni raz zarywam nocki na parapecie
- Daj spokój i nie myśl o tym ostatnim związku, nie ten to inny - przejrzała moje myśli
- To ty daj spokój... dobrze wiesz, że nie chcę o tym pamiętać a ty mi dodatkowo przypominasz, do końca życia zostanę samotna i nieszczęśliwa, a poza tym jeżeli coś nam nie jest pisane to i tak się nie uda - spojrzałam bez emocji na nocne niebo
- Ah moja córka i jej odwieczny pesymizm - przytuliła mnie i pocałowała - A teraz się kładź już spać bo jutro mi jesteś bardzo potrzebna

Zasnęłam dopiero o drugiej... Mama rozdrapała rany sprzed miesiąca... i przez to nie mogłam zasnąć aż do drugiej, rano zeszłam z wielkimi worami pod ślepami by strzelić sobie odrazu dwie mocne kawy. W kuchni od rana była już moja siostra Geneve. Patrzyła się na mnie z lekkim a zarazem
irytującym uśmieszkiem na twarzy.

- No proszę... dzisiaj ostro pracujemy do północy a ty jak zwykle w fatalnym stanie - ale mi dogryzła pomyślałam ironicznie w myśli do siebie
- Spokojnie dam se rade - odparłam beznamiętnie nalewając kawę.

Widziałam, że znowu układa tarota, jak co ranek... twierdzi, że wtedy jest najlepsza energia. Osobiście nie wierzyłam w te brednie aczkolwiek miło się słuchało tych jej "przepowiedni" z kart. W pewnym momencie spojrzała na mnie jak na ducha - Nie wzruszyło mnie to ani trochę bo wiem, że miała swoje jazdy jeżeli chodzi o tą ezoterykę.

- Co tam? znowu coś się stanie? - powiedziałam e złośliwym uśmiechem
- Ale z Ciebie szczęściara, dziewczyno! - patrzyła na talie kart tak jakby to był spory plik pieniędzy
- Szczęsciara? Idę dzisiaj na jakiś frajerski piknik, będe harować do 1 w nocy i na dodatek fatalnie się dzisiaj czuje, wierz mi... szczęściarą to bym była gdybym została dzisiaj w łóżku
- Oj posłuchaj mnie przynajmniej... Ktoś dzisiaj sprawi, że Twoje życie się zmieni!
- Pff daruj sobie... lepiej rusz tyłek i przyjdź za godzinę do Amfiteatru bo ja nie będe robić za wszystkich - skwasiłam minę.

Wyszłam wściekła na Gen. Ona zawsze była taka leniwa i zasłaniała się tą swoją magią. Dobrze wiedziałam, że jedyne co mnie tam czeka to potworna nuda i pożywka dla wrogów - o tym drugim nawet nie chciałam myśleć!

Jechałam rowerem i w drodze na piknik znalazłam srebrną rękawiczkę... Myślę sobie 'A co to jakiś Jackson ją zgubił czy co?' . Postanowiłam ją jednak wziąźć i poszukać potem właściciela. Gdy dotarłam na miejsce zostało mi tylko nakryć do stołów i porozstawiać krzesła.
Wybiła 11 i ludzie zaczęli się zbierać... w tym roku było dużo więcej niż w ubiegłych latach - nic dziwnego... z biegiem czasu o tym festiwalu robiło się coraz głośniej... zaczęło się od małego lokalnego radia a parę tygodni wcześniej powiedzieli o tym wydarzeniu w krajowej telewizji. Jednak nie
byłam w stanie zrozumieć tego fenomenu... nie wiem na co Ci ludzie liczyli, że wystąpi przed nimi plejada światowych artystów? Do tej pory były to jakieś nerdy z Młodzieżowego Domu Kultury. Na horyzoncie nie mogło zabraknąć moich wcześniej wspomnianych wrogów - czyli Ullie, Joanny i Alice - to
były wstrętne dziwki, które tylko czekały na jakiś mój "popis". Ale postanowiłam je całkowicie olewać mimo, iż cały czas mnie obserwowały.

Na scenę wbiegł burmistrz miasta i chyba przez pół godziny gadał o jakiś pierdołach, przez co całkowicie się wyłączyłam i nie kontaktowałam. Potem włączyły się reflektory i przez następne 5 kolejnych minut mówił co dzisiaj jest w programie... jednak zapewniał, że ma dla nas wielką niespodziankę.
Szczerze? Coraz bardziej byłam ciekawa o kim mówi facet.

Nagle usłyszałam znajomi bit... ale chwila moment... to był wstęp do Billie Jean!? Czyżby MJ zechciał nawiedzić nasze zadupie? Przez moment myślałam, że wystąpi jakiś niedorobiony chłopaczek, który będzie udawał tego wokalistę.  Wszystkie moje przypuszczenia się rozwiały w jednej chwili... Michael wskoczył na scene i zaczął swoje magiczne i wciągające show. Przez całą piosenkę ludzie tak głośno piszczeli z zachwytu i niedowierzenia, że aż uszy mnie rozbolały.
Po zakończeniu pierwszej piosenki przerwał występ i zaczął coś mówić.

- Dziękuje za ciepłe powitanie! To dla mnie przyjemność być tutaj na Narodowym Pikniku dla niepełnosprawnych dzieci - One są naszą nadzieją i miłością!

Wszyscy zaczęli klaskać chyba z kilka minut a potem znów tłum pozwolił mu kontynuować:

- Mam dla was jeszcze jedno ogłoszenie... a właściwie konkurs... Organizatorzy wpadli na pomysł by ukryć w miasteczku srebrną rękawiczkę... osoba, która ją znalazła ma okazję wystąpić ze mną na scenie!

O nie! To o to chodziło z tą rękawiczką! Na pewno tam nie wyjdę... nie ma takiej opcji! Niestety los mnie pokarał... bo mama zauważyła jak z mojej kieszeni spodni wystaje owa rzecz...

- Widzę, że to ty jesteś tą wybraną! - popchnęła mnie mama w kierunku sceny.
- Ale... - nie miałam czasu na żadne protesty. Zanim zdążyłam cokolwiek pomyśleć lub powiedzieć to byłam już tam przy nim! Na dodatek poczułam, że odpływają mi nogi. Zawsze mam coś takiego gdy odczuwam silne stany emocjonalne.

- Ta oto zwyciężczyni zaśpiewa ze mną piosenkę Baby Be Mine - wskazał na mnie - Jak masz na imię?
- Carl... - dalszej części mojego imienia nawet nie mogłam wypowiedzieć bo czułam jak w gardle rośnie mi wielka gula.
- Oh to troszkę takie imię dla chłopaka ale na moje szczęście jesteś piękną dziewczyną - puścił mi oko

Moim zadaniem było lekkie bujanie się na scenie i powtarzanie słów refrenu... oczywiście nie podołałam tej banalnej czynności bo czułam jak fala gorąca zalewa moje ciało. W tle słyszałam śmiech wrogich dziewczyn. Gdy ten tragiczny występ dobiegał końca to w pewnym momencie osunęłam się i uderzyłam głową o próg... Dalej już nic nie pamiętałam co się ze mną działo.

W końcu odzyskałam przytomność... ale to już nie był amfiteatr... TO BYŁ SZPITAL! Dokuczały mi lekkie nudności, kręciło mi się w głowie i w ogóle byłam strasznie osłabiona. Oczywiście czuwała przy mnie mama.

- Jaki wstyd - szepnęłam bez cienia emocji
- Wstyd!? Jaki wstyd? Ja się cieszę, że się ocknęłaś! Już biegnę do lekarza!
- Mamo, poczekaj chwilę! Co z piknikiem? Co działo się potem?
- Po wypadku ochroniarze przyszli Ci z pomocą i zabrali Ciebie ze sceny bo rozcięłaś sobie głowę... przyjechałam z Tobą do szpitala a w tym czasie zadzwoniło do mnie chyba z 20 ludzi z pytaniem jak się czujesz - w tym momencie złapałam się za głowę i faktycznie miałam całą w bandażach... aż dziw, że tego nie zauważyłam
- O rany... czyli wszystko zepsułam - zasłoniłam twarz rękoma

W tej chwili wszedł lekarz i powiedział, że musieli mi zatamować krwotok z nosa oraz, że mam lekki wstrząs mózgu. Mama gadała z nim przy mnie jeszcze przez pół godziny ale ja nawet ich nie słuchałam... byłam w swoim świecie... Czemu ja? Do naszego miasta przyjeżdża światowej sławy piosenkarz, ja znajduje rękawiczkę... śpiewam z nim na scenie, mdleje i ląduje w szpitalu... Brzmi jak... jak jakiś ŻART.
Do mamy zadzwonił kolejny telefon... nie miała go w kontaktach ale odebrała... ah ta jej ufność do ludzi. Patrzyłam na nią podczas tej rozmowy - i widziałam, że była jakaś podekscytowana.

- Kto to był? - mrukłam
- Aaa będziesz miała wizytę za godzinę. Miły i niespodziewany gość - zaśmiała się niczym mała dziewczynka
- Jeżeli to mój były to nie chce tej "miłej wizyty" - powiedziałam ze złością
- To nie on ale gwarantuje Ci, że jak go zobaczysz to odrazu poprawi Ci się nastrój

Tyle atrkacji w jeden dzień? No cóż takiego przebiegu zdarzeń nie wyróżyłaby nawet moja siostrunia. Mimo, że leżałam na łóżku cała obolała to i tak mama zrobiła mi makijaż.

- Na co to wszystko? - spytałam ze zdziwieniem
- Zawsze trzeba być gotową na takiego gościa
- Jakiego gościa? To jest szpital i mam prawo wyglądać kiepsko - zdenerwowałam się lekko
- Oj to tylko lekki dzienny make-up, no zobacz odrazu lepiej - podała mi lusterko

Faktycznie... sińce pod oczami znikły i muśnięcie pomadką też dało wiele.

- O! już jest na korytarzu... To ja wam nie przeszkadzam - wyszła z sali.